
Trzej studenci i fałszywi policjanci: nowy wzorzec oszustwa telefonicznego w Tajlandii
Trzej studenci w Tajlandii stracili łącznie ponad 2,7 mln bahtów po kontakcie z oszustami, którzy podszywali się pod policjantów i wykładowcę oferującego fałszywe stypendium. Sprawa pokazuje, jak fałszywi policjanci łączą presję, strach i temat edukacji, by wymusić szybkie przelewy.
Trzej studenci w Tajlandii stracili łącznie ponad 2,7 mln bahtów po rozmowach z oszustami, którzy grali role policjantów, operatorów telekomunikacyjnych i wykładowcy uniwersyteckiego. Schemat był prosty. Najpierw pojawiał się strach. Potem następowała izolacja. Na końcu ofiary wykonywały przelewy, które miały rzekomo „oczyścić” ich nazwiska.
Sprawa trafiła do publicznej wiadomości po interwencji Anti Cyber Scam Centre. Centrum pomogło poszkodowanym, a tajska policja opisała trzy osobne przypadki. W jednym z nich oszust w mundurze policyjnym kontaktował się przez Line i wideorozmowy. W innym gra toczyła się wokół fikcyjnego stypendium na studia za granicą. W trzecim pojawił się rzekomy problem z nielegalną rejestracją karty SIM.
Jak działał ten schemat
Oszustwo zaczynało się od wiadomości o rzekomym problemie prawnym. Ofiara słyszała, że jej dane powiązano z kartą SIM albo kontem „słupa”. Potem pojawiał się fałszywy policjant i żądanie natychmiastowej współpracy. Studenci mieli nie mówić o sprawie rodzinie, pozostawać na ciągłej rozmowie wideo i przekazywać pieniądze pod pretekstem weryfikacji.
Największą stratę w tym zestawie poniosła 19-letnia studentka. Przelała 1 249 985 bahtów. Drugi poszkodowany, 22-letni absolwent, stracił 995 000 bahtów i miał przekazać kolejne 500 000. Trzeci student przelał 498 999 bahtów, zanim funkcjonariusze zdołali przerwać oszustwo.
Dlaczego takie oszustwa działają
Ten typ oszustwa korzysta z autorytetu i pośpiechu. Młodzi ludzie słyszą, że grozi im sprawa karna, utrata przyszłości albo problem z wyjazdem na studia. To miesza lęk z ambicją. Wtedy rozmówca kontroluje tempo decyzji. Taka presja często wystarcza, by ofiara przestała sprawdzać fakty i wykonała przelew.
Tło prawne też ma znaczenie. Prawo tajskie karze bezprawne noszenie policyjnego munduru i działania, które mogą skłonić innych do wiary, że ktoś jest funkcjonariuszem. To ważne, bo oszuści wykorzystali właśnie ten element. Mundur, wideorozmowa i język urzędowy miały stworzyć wrażenie legalności.
Co mówi ta sprawa o skali problemu
To nie jest odosobniony incydent. Bangkok Post w 2026 roku opisywał już duże tygodniowe straty w online fraud i ostrzegał przed zmianą taktyki oszustów, którzy coraz częściej celują w pojedyncze osoby i sprawy związane z pracą. W takim otoczeniu student staje się wygodnym celem. Ma mało czasu. Często działa sam. I zwykle wstydzi się natychmiast poprosić o pomoc.
Właśnie dlatego ten przypadek ma wagę większą niż sama suma strat. Pokazuje, że oszuści coraz lepiej mieszają role publiczne z fałszywą edukacyjną obietnicą. To połączenie bywa skuteczniejsze niż zwykły telefon o „zablokowanym koncie”.
W praktyce
Jeśli ktoś każe przelać pieniądze, przesłać aktywa do „sprawdzenia” albo utrzymywać tajną rozmowę wideo w sprawie rzekomego dochodzenia, trzeba przerwać kontakt i samodzielnie zweryfikować numer instytucji. Prawdziwe służby nie proszą o przelewy, by „udowodnić niewinność”.
W praktyce
- Nie wykonuj przelewu pod presją rozmowy telefonicznej lub wideorozmowy.
- Nie ufaj osobie, która żąda utrzymania sprawy w tajemnicy przed rodziną.
- Zadzwoń samodzielnie na oficjalny numer instytucji, zamiast oddzwaniać do rozmówcy.
- Jeśli rozmowa dotyczy rzekomego śledztwa, stypendium lub karty SIM, sprawdź sprawę w osobnym kanale kontaktu.



