
Spór o 26 rai ziemi pod świątynią w Khon Kaen. „Ciocia Da” dostała kolejne wezwanie
Policja w Khon Kaen ponownie wezwała 62-letnią Chommanee Noichan, znaną jako „Ciocia Da”. Sprawa dotyczy konfliktu o ziemię zajmowaną przez Wat Pa Adulyaram.
To nie jest zwykła sprawa o „blokowanie świątyni”. W tle trwa wieloletni spór o własność około 26 rai gruntu, czyli ponad 4 hektarów. Rodzina dawnego właściciela twierdzi, że ziemia nigdy skutecznie nie przeszła na świątynię. Władze buddyjskie i sam klasztor utrzymują natomiast, że grunt prawnie należy do świątyni.
O co chodzi w sporze?
Grunt należał pierwotnie do Hianga Phimsriego.
Spadkobiercy twierdzą, że przekazanie ziemi miało charakter warunkowy. Według ich wersji grunt miał zostać formalnie przekazany dopiero po ukończeniu świątyni.
Hiang zmarł jednak wcześniej, a świątynia została oficjalnie ustanowiona dopiero kilka lat później.
Na tej podstawie rodzina uważa, że ziemia pozostała częścią spadku i należy do spadkobierców.
Przedstawiciele świątyni oraz National Office of Buddhism przedstawiają inną wersję.
Twierdzą, że sprawa własności była już wcześniej rozpatrywana przez sądy i że prawa świątyni do gruntu zostały potwierdzone.
Betonowe rury zablokowały wejście do świątyni
Spór ponownie zaostrzył się 10 sierpnia 2026 roku.
Grupa osób związanych ze spadkobiercami przywiozła betonowe rury i ustawiła je przy wejściach do Wat Pa Adulyaram. Do rur wlano beton, blokując dostęp do terenu świątyni.
Umieszczono również zawiadomienia wzywające do usunięcia zabudowań z terenu w ciągu 15 dni.
„Ciocia Da” twierdziła, że nie chodziło o atak na mnichów ani o zakłócanie praktyk religijnych.
Według niej działanie miało związek wyłącznie ze sporem o prawa do gruntu.
Policja uznała, że mogło dojść do naruszenia posiadania
Policja przeanalizowała nagrania i zeznania świadków.
Według funkcjonariuszy Chommanee była jedną z osób zaangażowanych w blokowanie wejścia do świątyni.
Choć sama nie musiała wejść na teren klasztoru, policja uznała, że udział w blokowaniu dostępu mógł naruszać prawa świątyni do posiadania terenu.
Wezwania otrzymują również inne osoby związane z akcją.
Spór trwa od wielu lat
Konflikt nie rozpoczął się w sierpniu.
Według tajskich mediów rodzina próbuje odzyskać ziemię od wielu lat. Sprawa była wcześniej przedmiotem postępowań sądowych.
Świątynia wskazuje, że wcześniejsze postępowania zakończyły się na jej korzyść. Spadkobiercy nadal kwestionują jednak sposób przekazania i rejestracji gruntu.
Pojawił się również problem z dokumentami gruntowymi
Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej przez spór dotyczący aktu własności.
Spadkobiercy wystąpili o wydanie dokumentu zastępczego. Tymczasem opat przedstawił oryginalny akt własności i złożył sprzeciw wobec wydania duplikatu.
Urząd ziemski bada także, czy przy składaniu wniosku o dokument zastępczy nie podano nieprawdziwych informacji.
Sprawą zajęły się również władze państwowe
Konflikt stał się na tyle głośny, że zainteresowała się nim komisja parlamentarna oraz instytucje odpowiedzialne za sprawy buddyjskie.
Przedmiotem analizy są zarówno prawa do gruntu, jak i sposób formalnego ustanowienia świątyni oraz działania osób blokujących dojazd.
Co dalej?
Najważniejsze pytanie pozostaje niezmienne: kto ma prawne prawo do 26 rai ziemi zajmowanej przez Wat Pa Adulyaram?
Policja prowadzi osobne postępowanie dotyczące blokowania wejścia do świątyni.
Równocześnie trwa spór administracyjny i prawny dotyczący dokumentów własności.
Dlatego kolejne wezwanie dla „Cioci Da” jest tylko jednym elementem znacznie większego konfliktu, który trwa od wielu lat.



